20150414

może ja mam problem?

Na pewno przechodziłam, w moim już powoli przydługim życiu, przez okres chcę być księżniczką. Każdy przechodził. Pewnie był tam też królewicz na białym koniu (tak bardzo kocham konie!), zbroja, miecz, te rzeczy. Ja miałam piękną suknię i czapkę, której nie potrafię nazwać. Moja wersja księżniczki nosiła stożkowate nakrycie głowy, bardzo wysokie, z dość długim kawałkiem szmaty tiulem wystającym z czubka. Doskonale pamiętam jak wykonałam coś takiego na bal przebierańców u mamy w pracy (wg mojej wyobraźni byłam Panią Nocą), a później trzy razy większą wersję na wakacjach u babci. A może to wcale nie była koronowana głowa tylko wróżka? Diabli wiedzą. Ja za to wiem, że lepiej pamiętam, że uprawiałam DIY zanim było to modne, niż że marzyłam o happy endzie z królewiczem. Ale do rzeczy.

Nie wiem dlaczego, ale scenariusz mojego życia nie jest skoncentrowany wokół dorośnięcia i przedłużenia gatunku, a przede wszystkim - znalezienia sobie męża, który przedłużenia pomoże mi dokonać. Który w zdrowiu i w chorobie, w dobrobycie i biedzie będzie mnie wspierał, pielęgnował i sponsorował. Naprawdę nie mam pojęcia skąd w moim życiu wziął się taki brak spiny akurat na ten aspekt życia. Bo musicie wiedzieć, że bez dyplomu zdobytego po przepisowych pięciu latach studiów, chyba nie byłabym w stanie iść w świat, więc w planach mam też coś podyplomowego. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez pozowania na intelektualistę i dążenia do stanu, w którym w końcu będę mogła przestać udawać i naprawdę człowiekiem wykształconym być. Odchodząc od tematów naukowych - Esc w przyszłości bez kota, to nie Esc. Jeżeli dorobię się mieszkania, dorobię się i kota. Czy właściwie to dwóch. Mam jakiś milion pomysłów na ich imiona, doskonale wiem jak je wychować, żeby nie siały postrachu wśród moich znajomych. A skoro przez chwilę przewinął się temat mieszkania. Wiem jak chcę żeby wyglądało. A skoro wygląd - nie wiem jak ja będę wyglądać za kilka lat, ale spodziewam się tutaj zbyt dużych wydatków na ubrania. Wiem też jaka ja chcę być. Ale to czy będę miała męża i piątkę dzieci, czy nie, to naprawdę jakoś nie robi na mnie większego wrażenia.

Do niedawna nie przeszkadzało mi to w ogóle. Aż tu nagle weszłam w ten wiek, kiedy naprawdę istnieje coś takiego sezon na zaręczyny, celebrowanie walentynek, wieczory panieńskie, śluby, ciąże i dzieci. Niekoniecznie w tej kolejności. I nie było źle dopóki to zjawisko było w początkowej fazie rozwoju. Ale z czasem zabierało coraz to kolejne osoby, aż w końcu jego kręgi zaczęły zahaczać o moje najbliższe towarzystwo. A problem, który dotyka bezpośrednio mnie, to jedyna rzecz, którą mogę się przejąć (no chyba, ze dotyczy kotów, ale to wiadomo). I czasem tak sobie myślę, że może ja jestem zepsuta. Może przewróciłam się w przedszkolu i na zawsze uszkodziłam część mózgu odpowiedzialną za pałanie uczuciami do ludzi. Może powinnam pozwać przedszkolanki, bo mnie nie dopilnowały, albo zapisać się na terapię w grupach koedukacyjnych. Albo przeszczepić mózg. Może ja mam problem? A może nie. I w swoim czasie po prostu do tego dorosnę.


2 komentarze:

  1. Jeżeli Ty masz problem, to znaczy, że ja też mam problem. A wolę tak o tym nie myśleć - ze mam kolejny problem :D U mnie też już od dłuższego czasu to obserwuję, niektóre koleżanki już porodziły dzieci po maturze "bo to był czas najwyższy" i nawet mają dwójkę... Mój ojciec się tym bardzo martwi, nawet mi jakiś czas temu powiedział, że z takim charakterem nigdy męża nie znajdę i powinnam coś zrobić z wyglądem bo nie wyglądam wystarczająco ładnie by zrekompensować wredny charakter <3 kiedy ja właśnie teraz czuję się najlepiej ze sobą, jak nigdy dotąd. Nie wiem czy wiązanie się w naszym wieku jest oznaką dorosłości, może w niektórych przypadkach, choć znam taki tylko jeden. W większości po oczach bije wychowanie, w którym bycie po 20-ce bez stałego partnera z którym planuje się przyszłość jest się porażką. Smutne to :/

    Ale z Tobą wszystko w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. podpisuję się pod Marvją, zreszta niedawno wysmażyłam podobny post :D luuuzik, ja tam WCALE się nie spieszę do przedłużania gatunku. koty są zajebiste. to, że moi znajomi będą robić dzieci i miłość nie oznacza, że ja też muszę. wszystko przyjdzie w swoim czasie, a jak nie, to spoko. wyjadę na koniec świata i o.
    kawałek szmaty ♥

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)