20150521

ah, ta Europa Wschodnia

Obejrzałam nowych Avengersów. Jakiś czas temu. Nie będę się rozwodzić (a przynajmniej nie dzisiaj) nad tym, że nieszczególnie mi się podobali, bo cały czas jest mi trochę przykro, że tylu fajnych bohaterów, a tak jakoś nie pykło. Jakbym poszła spotkać się ze starymi znajomymi, których uwielbiałam, a czas sprawił, że stali się płascy. I chaotyczni. Dramatyzmu całej sytuacji dodaje jeszcze fakt, że na dzień przed pójściem do kina obejrzałam Zimowego Żołnierza, który był tak dobry, że spać nie mogłam. Gwiazdki w oczach, emocje i zaskoczenia. Serio, nie oglądajcie wieczorem. Ale do rzeczy.

Żeby nie zdradzać za dużo: w pewnym momencie akcja filmu przenosi się do fikcyjnego państwa Europy Wschodniej. A jak wygląda ten kawałek świata? Zaskakująco - szaro, buro, małe miasto gdzieś w górach (Ural? Karpaty?), smutni ludzie, rozpadający się kościół (wyglądał na cerkiew) i napisy cyrylicą (no właśnie, czy film oglądał ktoś kto jest w stanie odczytać napisy i powiedzieć, czy one w ogóle mają jakiś sens). Chciałoby się rzec - klasyka. I to mnie denerwuje.

Poprzednia część koncentrowała się głównie wokół spektakularnej demolki Nowego Jorku. To chyba przy okazji tamtego filmu zaczęłam zastanawiać się, czy ktoś policzył już, ile razy Wielkie Jabłko zostało... hmm, naruszone. W innych filmach MCU jesteśmy świadkami siania mniejszego (lub większego) zniszczenia, jednak głównie w granicach Stanów Zjednoczonych. Gdzie wszystko zawsze jest nowe (okej, zapomnijmy o KA-Pierwsze Starcie), betonowe, błyszczące i ociekające hajsem. A Europa? Jak wiemy dzieli się na Paryż (który jest piękny i ma wieżę) oraz część wschodnią, gdzie wiecznie trwa wojna, ludzie są uciśnieni i żyją w ruinach, a spiskowcy siedzą w tajnych bazach położonych wysoko w górach. I mnie to boli. Naprawdę. Bo przecież wiemy, że tak nie jest. Bo choć Białoruś, Ukraina i Rosja razem wzięte mogą przyprawiać o ból głowy i świetnie nadają się na inspirację, jednak mam dziwne wrażenie, że jest ona zbyt daleko posunięta. Heloł, ta część świata ma coś innego do zaoferowania, niż tylko syf, kiłę i mogiłę.

Z drugiej strony słyszałam (a konkretniej to czytałam)(mogłabym przeczytać sobie na głos) też głosy, że to miłe, że Avengersi zostali wyprowadzeni ze Stanów, bo przecież świat istnieje też w innych miejscach. I że w nich też dzieje się zuo, które należy zwalczać. Że istnieje świat poza Stanami (wow, cóż za odkrycie). Szkoda tylko, że pokazując go, mam wrażenie że ktoś próbuje mi wmówić, że Nowy Świat, to jedyne przydatne ludzkości miejsce.

Jak zauważyliście, mój europocentryzm boli takie podejście do sprawy, gdzie Europa = Europa Wschodnia = syf, kiła i mogiła. Co zabawne, Thor (część drużyny!) to przecież bóg nordycki, co prowadzi do równania: kult bogów nordyckich = Skandynawia = centrum kultu - świątynia w Uppsali = Szwecja = EUROPA. Bynajmniej, nie biedna i zapuszczona. Argh.

2 komentarze:

  1. Też mnie irytował fakt, że jeśli już przenieśli akcje do kraju wschodnioeuropejskiego, to zrobili z niego taki właśnie syf, kiłę i mogiłę. Ogólnie jednak film mi się podobał, akcja nie zwalniała i jakoś wolałam tę część od poprzedniej (już zacieram rączki na część trzecią) :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Film był ok, i tylko tyle, czyli za mało. Moje wrażenie zaraz po sensie, to to że był strasznie hmm pocięty. Tak jakby chcieli włożyć za dużo historii, ckliwości i akcji i zabrakło im spójności pomiędzy scenami.

    Obraz Europy w amerykańskich produkcjach jest żałosny. Język stylizowany na słowiański, nie wiadomo, który konkretnie i jednocześnie nie przypominający żadnego z naszej grupy. Ludzie uciśnięci, biedni i nie radzący sobie z życiem (a przecież wiadomo, że jest inaczej), zacofani i tacy nieudolni. Oczywiście, kiedy akcja tego wymaga, rozumieją doskonale rozkazy po angielsku <3

    Nie zwróciłam specjalnie uwagi na napisy cyrylicą, jeżeli kiedyś coś mnie natchnie powrócić do tej części Avengersów na pewno powiem Ci czy da się je przeczytać i czy coś znaczą ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)