20150507

co udało mi się w kwietniu

Muszę sobie przypomnieć kiedy był kwiecień, bo czas zaczął płynąć obok mnie. Większość z Was stwierdzi pewnie w tym momencie ty to masz życie. Uwierzcie, nie chcecie go ode mnie zabrać. Nie zagłębiając się w ten drażliwy temat, przejdźmy do rzeczy.

Kwiecień upłynął mi pod znakiem wykańczania portfolio i zmasowanej akcji rozsyłania maili błagających o przyjęcie mnie na praktyki. Podobno wystarczy wysłanie 50. No cóż, nieprawda. Ale portfolio zaprojektowałam, złożyłam i skończyłam. Jest to jakieś osiągnięcie.

Powróciłam też do rysowania. Opornie mi idzie i cały czas jestem daleko od wskrzeszenia mojego tumblra, który powstał kiedyś po to, żebym mogła składować gdzieś własną radosną twórczość. Może w maju, może nie. Zainwestowałam za to w zaskakująco fajny zestaw pisaków z Ikei. Polecam, Esc.

Zauważyłam też, że coraz częściej powtarzam sobie, że wszystko będzie dobrze. Być może autosugestia w moim przypadku zadziała i przynajmniej uwierzę, że moje życie naprawdę dokądś zmierza i że mimo wszystko się ułoży. Niestety na razie to tylko przebłyski.

W końcu zabrałam się za dyplom. Koleżanka odrobinę wjechała mi na ambicję, a może raczej wizja wspólnych konsultacji z kimś, kto tak samo jak ja od miesiąca nie pokazywał się promotorowi wydała mi się mniej straszna niż konfrontacja sam na sam. Powstała więc wizja, a jak wiadomo jest ona bardzo ważna.

Socjalizowałam się. I to jest osiągnięcie! Poznałam przyjaciela mojej przyjaciółki (serio, nie mam pojęcia jak powinnam go nazywać), z wyżej wymienioną i drugą bff spędziłam szaloną noc w Sopocie, a na koniec (tutaj powinny zagrać trąby) wypiłam drinka i pogadałam ze współlokatorami. Nadal nie mam o nich dobrego zdania, ale o ty cichosza.

Myślę, że godnym zauważenia jest też fakt, że z nikim nie pokłóciłam się na śmierć i życie. Tak, to jest osiągnięcie.

5 komentarzy:

  1. Ja sobie zawsze mówię że moim największym sukcesem życia jest to że się nie zabiłam, ani nie zabiłam nikogo innego. Także Twoje osiągnięcia są serio oszałamiające, przy tych moich :D

    Od miesięcy obiecuję się że powrócę do malowania .... może w maju, a w maju powiem że w czerwcu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. długo myślałam nad tymi wszystkimi pozytywami, ale przyszedł maj i jakoś tak postanowiłam wziąć się w garść. przynajmniej z rzeczami, na które mam wpływ.
      powracaj! to jest w sumie bardzo fajne uczucie, kiedy w końcu przypominasz sobie, że coś kiedyś sprawiało ci ogromną przyjemność i nadal to robi :)

      Usuń
  2. optymistyczny tytuł posta, podoba mi się to, esc. ;)
    wiesz, autosugestia niewątpliwie może coś zdziałać, ale najważniejsze to chyba samemu działać.
    wieki nie byłam w Ikei! ale i tak zawsze kupuję tam tylko hot-dogi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staram się pozbierać, wyszły liście na drzewach to i ja jakoś tak... odżywam. a z Ikei właśnie wróciłam, bogom dzięki, że zjadłam tylko obiad i na nic więcej nie udało mi się wydać resztek pieniędzy :D

      Usuń
  3. rysujesz! ♥ a z tym dyplomem weszłaś mi na ambicję, ja się zatrzymałam jakoś od listopada -_- pozdro

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)