20150527

telefon

Ktoś wczoraj rano do mnie dzwonił. Dzwonek telefonu idealnie wkomponował się w mój sen - najpierw udawał, że dzwoni znajoma, którą znam od początku podstawówki, ale tak naprawdę nigdy nie wymieniłyśmy niczego ponad kilka zdań, później telefon od koleżanki z liceum. Z obiema nie utrzymuję kontaktów, jednak pierwsza to ktoś kto imponuje mi odwagą i determinacją, a druga - na ten temat wolę się nie wypowiadać. Tak czy inaczej we śnie nie chciałam odebrać tego drugiego telefonu tak bardzo, że aż się obudziłam.

W świecie realnym telefon nadal sygnalizował, że ktoś koniecznie chce ze mną rozmawiać. O godzinie 10:15, dokładnie wtedy, kiedy bezrobotna ja powoli budzę się do życia. Podniosłam się więc żeby sprawdzić kto to. Liczyłam na Tatę, bo on potrafi dzwonić do mnie o naprawdę różnych porach, żeby przekazać mi, często jakieś abstrakcyjne, nowiny. Ewentualnie dyskutujemy na temat wychowywania małych kotków. Niestety, nie tym razem. Moim oczom ukazała się zmora niektórych ludzi - nieznany numer. Szczęśliwie otrzeźwiałam na tyle szybko, żeby nie odbierać. Kiedyś przywitałam panią z sieci komórkowej moim przespanym głosem, sepleniąc przez aparat retencyjny. Wymamrotałam, że nie jestem zainteresowana, odłożyłam telefon i zasnęłam. Zdziwiłam się dopiero godzinę później, kiedy zadzwonił budzik (o 9:00!) i przypomniałam sobie poranne rozmowy.

Otrzeźwiałam szybko, bo przez myśl przemknęło mi bardzo szybko krótkie: a co, jeśli to w sprawie pracy? Oddzwonią, uspokój się. Nie rozstawałam się więc z telefonem przez cały dzień. Najpierw podłączyłam go do ładowarki, na wszelki wypadek. Później tkwił w mojej tylnej kieszeni spodni, bo jeżeli nie usłyszę go będąc na dworze, to żebym chociaż poczuła, kiedy ktoś zadzwoni. Po południu leżał na biurku, ciągle pod ręką. Nikt nie zadzwonił. Może odezwą się znów jutro rano, a ja tym razem będę gotowa na rozmowę. I najpewniej okaże się, że to szanowny operator, który chce, żebym przeniosła numer do jego sieci. Jednak to nie koniec historii.

Wieczorem otrzeźwiałam po raz drugi. Wysyłałam kolejną aplikację, porzuciłam rozsyłanie maili błagalnych o praktyki, przerzuciłam się na odpowiadanie na ogłoszenia pracodawców. I w pewnym momencie zadałam sobie dziwne pytanie. Bo co będzie, jeśli naprawdę ktoś przyjmie mnie do pracy? Postawi wymagania, określi swoje warunki. Codziennie będę wstawała rano, ucieszę się z weekendu, a raz w miesiącu moje konto nakarmi ktoś inny niż Mama. Co jeśli nie jestem gotowa? Nie wiem co ta gotowość miałaby niby oznaczać, pewnie to, że byłabym pewna tego, że to już czas i że dam radę. Tak bardzo chciałam się wyprowadzić i usamodzielnić. Chciałam przepracować co swoje, oszczędzić na wakacje życia, skusić się na studia zaoczne na wymarzonym kierunku. Chciałam mieć prawdziwe zajęcie, którego nie będę wstydzić się, kiedy dawno niewidziani znajomi zapytają co u mnie.

Chciałabym. Chcę. Niestety nikt nie oddzwonił.




PS Konfuzja na sto pro, z ostatniej chwili: pierwszy rzut moich maili pytających o pracę zaowocował pytaniem ze strony potencjalnego pracodawcy o to, czy jestem w stanie ogarnąć pewien program graficzny i jakie są moje oczekiwania finansowe. Odpowiedziałam co wiedziałam, jednak z biura nikt się już nie odezwał. Kontynuowałam poszukiwania, jednak od tamtej pory nikt nie był zainteresowany przygarnięciem mnie. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy na pewnym archi serwisie znalazłam ogłoszenie wyżej wspomnianego biura. Wnętrza, Archicad, umowa o dzieło, wynagrodzenie trochę wyższe niż to, którego sama oczekiwałam. Czy po głębszych przemyśleniach moje portfolio jednak nie nadawało się do czegokolwiek? Zażądałam za dużo? Za mało? Nie pochwaliłam się prawem jazdy, które i tak znaczy tyle, co nic? Nie wiem o co chodzi, nie wiem co mam o tym myśleć, nie wiem co mam zrobić. A może po prostu moja odpowiedź zaginęła gdzieś w odmętach poczty?

2 komentarze:

  1. Ten nieznany numer to mogła być po prostu pomyłka, co nie?
    Wiesz, podobno jak się za mało zażąda, to też niedobrze, trzeba się jakoś cenić.
    Życzę Ci z całego serca, abyś już niebawem przestała nazywać się bezrobotną! Ej, to brzmi okropnie. Zresztą, widzę, że coś robisz, szukasz pracy, więc prędzej czy później ją znajdziesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam wrażenie, że samy pracodawcy nie wiedzą jakiego pracownika chcą zatrudnić. życzę Ci jednak abyś znalazła pracę, która będzie wymarzoną :)

    Często mieszkając w danym mieście nie doceniamy tego co w nim jest, nie dostrzegamy tego co widzą ludzie przyjeżdżający. Czas więc może wybrać się na plażę:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)