20150601

co udało mi się w maju

Przede wszystkim w maju ogarnęłam swoje blogowanie. Choć nadal zdarza mi się wylewać z siebie zbyt wiele żalu i złości, to jednak zasilałam bloga kontentem dzielnie, dwa razy w tygodniu. To banalne, ale i jednocześnie duże osiągnięcie. Pisanie sprawia mi szczególny problem kiedy jest mi naprawdę źle, więc albo się ogarnęłam, albo lepiej idzie mi zmuszanie się do pisania. Tak czy inaczej - jestem zadowolona.

Wymyśliłam też sobie co najmniej trzy sposoby na moje życie po życiu studiach. Trochę szkoda, że tak naprawdę żaden nie jest wystarczająco logiczny żeby przekonać do niego moich rodziców.

Na ostatnią chwilę zaczęłam odkrywać Trójmiasto. Nie żebym do tej pory go nie odkrywała, ale co trzy miasta, to nie jedno. Trzy razy więcej do zwiedzania. W maju udało mi się przemierzyć (po raz kolejny, ale zawsze jestem zachwycona) trasę Orłowo - centrum Gdyni. Dotarłam też na Oksywie, spacerowałam wśród falowców i dowiedziałam się, że na Przymorzu między blokami jest mały amfiteatr. Na koniec udało mi się dotrzeć do Doliny Radości i przemierzać najpierw lasy oliwskie, a później samą Oliwę nocą. I wszystko to było naprawdę piękne.

Zrobiłam pierwszy projekt nie na uczelnię. W prawdzie to tylko projekt przemalowania i lekkiego udekorowania pokoju mojej siostry, jednak to dla mnie i tak sporo. Szczególnie, że jednocześnie będzie to moja pierwsza realizacja. Wow! Propsy do portfolio! O ile oczywiście uda mi się wszystko ładnie rozrysować i opisać. Ale to kiedyś.

Na chwilę, choć mam nadzieję, że dłuższą, powróciłam do malowania paznokci. I nie, nie tego zwykłego jednorodnego kolorowania. Z resztą, niech paznokcie powiedzą same jak właśnie wyglądają.

KOTECKI!

Rysuję też na papierze. Mój ikeowy zeszyt powoli zapełnia się kolorowymi wizjami. Nie wiem czy jest coraz lepiej (raczej utrzymuję się na tym samym poziomie), ale na pewno powoli robi się coraz ciekawiej.

Aha, na sam koniec. Wyciągnęłam też z piwnicy tajemnicze urządzenie i karton pełen skarbów. Ale na razie nie chcę nic o nim pisać, trochę się obawiam, że całe to przedsięwzięcie może skończyć się małą porażką. Albo odcięciem sobie palca. Ale jeśli się uda, to będzie bardzo fajnie. To jednak na pewno nie w czerwcu.

I przez kolejny miesiąc udało mi się nie zwariować. Kurcze, dobrze się trzymam.

PS Już spóźnione, ale buziaki, dzieciaki!

2 komentarze:

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)