20150621

o wszystkich emocjach

Najkrótsza noc w roku (wczoraj? Dzisiaj?), a ja starym zwyczajem siedzę i tyję w domu. Przetrząsnęłam sklepy we Wło i w Toruniu w poszukiwaniu butów (nie, nic nie znalazłam), zjadłam gofry, obejrzałam Bonda (cóż za cudowne kiczowate lata 90.!) i przeczytałam tekst w gazecie o Masłowskiej. Paw niezmiennie jedną z najważniejszych książek mojego krótkiego żywota, amen.

Z małym zaskoczeniem stwierdziłam ostatnio, że podoba mi się wizja bycia dziewczyną znad morza. Rozwiane włosy, złota skóra i bikini zawsze w pogotowiu. Piach w torebce, piach w butach i piach przyklejony do pleców. Dobra pogoda robi mi wodę z mózgu, a fakt, że nie lubię gdy ktoś podejmuje decyzje za mnie, nie pomaga. Racjonalne ładne są tylko cztery miesiące w roku do mnie nie przemawia. Przemawia do mnie za to myśl, że skoro i tak będę nieszczęśliwa, to lepiej być nieszczęśliwą bliżej plaży.

Nie zdałaś egzaminu, więc jesteś na świetnej drodze do oblania roku. Nie dziękuję za wsparcie. To głupie, tak bardzo głupie, ale nie mam ochoty kończyć tych studiów. Chwilowo nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Nie chcę chodzić na uczelnię, widywać znajomych. Nie chcę szukać praktyk i płaszczyć się przed wielkimi architektami z bożej łaski, żeby przyjęli mnie może na miesiąc bezpłatnych praktyk, bo w przeciwnym razie nie skończę tego cyrku.

Znów czuję się tak, jakbym nigdzie nie pasowała. Cześć, jesteś spoko, ale idź ze sobą gdzieś indziej. Znajdź sobie lepsze zajęcie niż przebywanie tu z nami, choć wiesz, generalnie nie mamy ci nic do zarzucenia. Tu jest mi źle, bo nikt nie jest zainteresowany wysłuchaniem tego co mam do powiedzenia, sugerując mi za to jedyne słuszne rozwiązania. Tam za to, wszyscy mają już swoje zajęcie, które nie pozwala im nawet na to, by zapytać czy ja się w ogóle dobrze czuję.

Właściwie to wszystko sprowadza się tylko do tego, że tak bardzo chciałabym mieć kota.

A niech to wszystko szlag trafi.

Poszukajmy jednak prawdziwego zakończenia. Happy endu, rodem z wymarzonego Hollywood. Skoro przyszło lato i szarpnęło się na powitanie z ulewą – uczcijmy je. Rzucam więc sobie wyzwanie. Do 23 września zrobię 24 rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłam, ewentualnie takich, które odkładam na lepsze czasy od dawna. Czas start, na dobry początek zaczęłam pisać coś, co nie ma żadnego sensu. Będziecie ze mnie dumni jak to skończę.


Udanego tygodnia! Mimo wszystko.

5 komentarzy:

  1. z cyklu złośliwa ja: a to zawsze pisałaś coś, co ma sens? :D ale tak serio, to trzymam kciuki za to wyzwanie! bo brzmi genialnie, tylko trzeba chcieć. i mieć w sobie trochę odwagi.
    ja też chcę mieć kota, ale najpierw chłopak, potem kot, abym nie została starą panną z kotem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sens moim wrogiem! dzięki za trzymanie kciuków, bo już 3 dni po rzuceniu wyzwania mam poważny kryzys

      Usuń
  2. "skoro i tak będę nieszczęśliwa, to lepiej być nieszczęśliwą bliżej plaży" kocham Cię za to zdanie <3 <3 <3 ja właśnie powinnam się uczyć na 3 egzaminy, które mam w ciągu dwóch najbliższych dni. Ale co tam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po tym jak spektakularnie nie zdałam - polecam się uczyć, bo wrzesień to jest jakiś żal. choć z drugiej strony... :D a z plaży nadal się nie wycofuję, choć jestem w szoku, bo od kilku dni pogoda co najmniej nie plażowa

      Usuń
  3. "bo w przeciwnym razie nie skończę tego cyrku", wiem co czujesz ale czasem trzeba sie ugrysc w jezyk i przemoc zeby potem bylo latwiej, taka jest niestety kolej rzeczy :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)