20150624

w co się ubrać na festiwal?

Zaczęło się. Open'er już za tydzień, więc wszystkie modowe portale i blogi prześcigają się w radzeniu festiwalowicz(k)om jak mają wyglądać na tej znanej wszystkim imprezie. Szaleństwo więc trwa w najlepsze, a jego kulminacją będą miliony fotek przedstawiających gorzej lub lepiej ubrane dziewczyny. I cały ten zamęt doprowadził mnie do szału już rok temu, kiedy w pewnym fashion czasopiśmie obejrzałam sesję inspirowaną modą noszoną przez tych kilka magicznych dni w roku. Najpierw planowałam wylać z siebie całą frustrację, ale zróbmy to inaczej. Oto kilka punktów, które w dość subiektywnie rozsądny sposób rozprawiają się z całą festiwalową modą.

z mojego pierwszego openera nie mam zdjęć, bo w 2009 roku nie posiadałam czegoś tak a(bs)trakcyjnego jak telefon z aparatem. właściwie w ogóle nie pamiętam jaki telefon wtedy miałam. posłuchajmy więc zamierzchłej piosenki, bo przecież wszyscy marzymy o Coachelli (Glastonbury jest już so last season)

1   Po pierwsze i prawdopodobnie najważniejsze: oglądałaś fotki z Coachelli i planujesz wyglądać tak jak siostry Kardashian na kalifornijskiej pustyni? Siatki, koronki, łańcuszki, sandały i kapelusze? Obudź się dziewczyno, jedziesz do Gdyni! Nie na pustynię, NAD POLSKIE MORZE, gdzie pogoda jest tak nieobliczalna jak zachcianki kobiety w ciąży. Za dnia możesz palić się w skwarze godnym Sahary, jednak nocą zimny wiatr i kilkanaście stopni przypomną Ci, że żyjesz w klimacie umiarkowanym. Powtórzę więc jeszcze raz: w naszym kraju nocą jest zimno. Bywają wyjątkowo też ciepłe, ale jeżeli zamierzasz bawić się całą noc, poza bikini i delikatną sukienką, zabierz ze sobą też ciepłą bluzę. Nie pożałujesz.

rok 2010 i 2manydjs aka tak cudowny set i niezapomniane Love will tear us apart na zakończenie. i konfetti, które przez kolejne dni sypało się z sufitu

2   Zostając przy temacie pogody i mody - kalosze to może i stylowy dodatek, ale zanim zapakujesz je do plecaka - sprawdź pogodę. W dniu wyjazdu prawdopodobieństwo, że coś się drastycznie zmieni nie jest tak wielkie, więc jeśli nie są zapowiadane ulewne deszcze - po prostu ich nie bierz. Uwierz mi, są ciężki, a ty będziesz zmuszona przedefilować z nimi naprawdę wiele kilometrów, zanim triumfalnie rzucisz je w namiocie. Niewielki deszcz przetrwają solidniejsze trampki. Uchronią też stopy od zwichnięć (nawet jeśli nie jesteś amatorem pakowania się w tłum, to i tak nie jesteś bezpieczna - ciemność i nierówny trawiasty teren już ostrzą ząbki) i zdeptania. No i jeszcze klapki, koniecznie. Nie chcesz korzystać z prysznica bez nich, oj nie.

rok 2011 to ten najbardziej deszczowy ever i jednocześnie mój najpiękniejszy festiwal z Pulp i Foalsami. kiedy ja unosiłam się wysoko ponad ziemią, mój telefon (stalowa Nokia!) zawilgotniał i robił właśnie takie zdjęcie. oglądacie wnętrze mojej kieszeni

3   O ile więc nikt nie przewiduje ulewy, bądź przed festiwalem przez tydzień lało (błoto!, wtedy też gumiaki przydać się mogą) kalosze nie są potrzebne. Dla bezpieczeństwa jednak zawsze warto zabrać ze sobą kurtkę od deszczu. Nie da zmoknąć w trakcie krótkiej letniej burzy a i od wiatru ochroni. Może też udawać kocyk na plaży/trawie, obrus czy cały stół. Brzydkie, ale funkcjonalne - gumowe sztormiaki - polecam, Esc.

2012 to edycja deszczu, ale przede wszystkim wszechobecnego błota. i Major Lazer

4   Nie do końca rozumiem tych, którzy do festiwalu przygotowują się w sklepach, kupując nowe, super modne ubrania, buty i inne dodatki. Jasne, fajnie jest być stylowym i wylądować w galerii na stronie brytyjskiego Vogue'a, ale jeszcze fajniej jest mieć ciuchy, które nie będą jednorazowe. Bo nie wiem czy wiesz, ale czasem pada i wszystko przemaka. Czasem nie pada i wszystko pokrywa gruba warstwa pyłu, która w połączeniu z kremem z filtrem zostawia plamy nie do sprania. Czasem też lądujesz w anonimowym tłumie i twoje ubrania się drą i brudzą, guziki odpadają, a obce papierosy wypalają małe okropne dziurki.

w roku 2013 wydawało mi się, że to wszystko bez sensu i too mainstream. uratowali mnie panowie z Blur. a potem zobaczyłam Rihannę i zwątpiłam we wszechświat. mam też nowy telefon i robię bejzik fotki - zachód słońca, koło i namiot

5   Małe torebki są ekstra - modne i poręczne, ale nie sprawdzają się wtedy, kiedy decydujesz się poskakać. Pozostaje ci wtedy cały czas ją trzymać, albo olać sprawę i modlić się, żeby w najlepszym wypadku nie obić sobie wszystkich kości, a w najgorszym - nie połamać zębów. Spodnie czy bluzy z kieszeniami wystarczą żeby zabrać ze sobą telefon, chusteczkę higieniczną i kartę płatniczą.

kolejny rok, 2014, miał przebiec pod znakiem festiwalu zagranico, ale jeden dzień Open'era kusił mnie za bardzo. Foalsi ♥ z wielkiego spontanu niestety nie mam zdjęć, pooglądajmy zatem zupełną nowość od zespołu

6   Poza ubraniami przydają się też różnego rodzaju gadżety. Przede wszystkim krem z filtrem i okulary przeciwsłoneczne, bo słońce i otwarta przestrzeń to nie jest najlepszy duet. Mokre chusteczki, gumki do włosów, ręcznik z mikrofibry i dla wrażliwych - coś co odstraszy robactwo, któremu namioty bardzo się podobają. Warto zabrać też ze sobą choć odrobinę jedzenia - nocą człowiek może być naprawdę głody i leniwy, a wafle ryżowe dadzą radę co najmniej na chwilę.

Co przyniesie rok 2015? No cóż, nie mam pojęcia. Nie mam też już właściwie żadnych oszczędności, choć duo: Alt-J i Chet Faker kusi. Bardzo kusi

Alexa Chung dorzuca do zestawu koc, wodę i brokat. Wspomina też o tym, że należy zrezygnować z lustra i snu. Coś w tym jest i podpisuję się pod taką listą, to chyba jedyna rzecz jaką można wynieść z jej słynnej książki. Czy chcę coś dodać? Tak: nie zapomnij zabrać ze sobą dobrego humoru i nie pozwól, żeby tak głupia rzecz jak ubranie, zepsuła Ci koncert ulubionego zespołu. Bo nic nie jest tego warte.

Dobrej zabawy!

3 komentarze:

  1. Jeździłam za swojej bujnej młodości na wiele koncertów, ale nigdy, przenigdy nie zastanawiałam się nad stylistyką- ot chustka na głowę, bezrękawnik z włóczki, nieduży plecak i w drogę. Liczy się dobra zabawa...
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. kurczę, to trochę brzmi tak jak festiwal miał być survivalem xd ja napatrzyłam się na instagramie na zdjęcia z festiwali i jedyne, co mi przychodzi na myśl to lata 70. i kwiaty we włosach. serio. ale to może tylko wtedy gdy bawisz się na dachu swojej limuzyny, a po jednym koncercie odjeżdżasz do domu.
    moja znajoma wspominała, że najlepszym rozwiązaniem butów są glany. jak komuś nadepniesz na stopę w tym tłumie, to przynajmniej zaboli.

    OdpowiedzUsuń
  3. o boże DZIĘKUJĘ ci za ten post! w zeszłym roku byłam na openerze po raz pierwszy (co prawda nie pod namiotem, ale spędziłam tam trochę czasu) i nie mogłam się nadziwić tym laseczkom w szortach o pierwszej w noc, kiedy jedynym powodem dla którego nie było mi zimno w mojej (pseudo) skórzanej kurtce było to, że dużo skakałam.
    uważam że powinniśmy mieć jakiś polish festival style guide - bo raz, wreszcie wszyscy przestaną chorować latem, dwa: może w końcu się nauczymy, że bezmyślne kopiowanie amerykanek w tym wypadku nie ma sensu absolutnie

    przezywam natomiast mój oddzielny ból dupy, albowiem miałam jechać w tym roku, bilet był, ale ekipa się rozjechała no i masz. teraz będę trochę płakać

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)