20151001

co udało mi się we wrześniu

Miesiąc rozpoczęłam od ostrego zakuwania i małej przedurodzinowej depresji, która wyparowała w momencie kiedy obudziłam się jako dwudziestoczterolatka bez zmarszczek i siwych włosów. Raczej win.

Kolejnym zwycięstwem było zdanie poprawki egzaminu magisterskiego. Uczciłam to, jak na typową mnie przystało, wizytą w Ikei i kupnem metalowej miski, w której zamierzam robić masę cytrynową do tarty i roztapiać czekoladę. Tak, odkryłam w sobie cukiernika. Na razie jednak miska służy mi za idealny pojemnik na czipsy. Niestety, we wrześniu moje żywieniowe nawyki zrobiły się dość... dramatyczne, tak bym to ujęła. Choć może nie do końca...

No właśnie - nie do końca. Kolejnym wrześniowym zwycięstwem jest to, że udało mi się samodzielnie ugotować kilka obiadów. I nie umarłam od nich. Widocznie nie jestem złym kucharzem, ja po prostu nie mam serca do gotowania.

Nie-zwycięstwem (ale porażką na pewno też nie) jest fakt, że nie udało mi się złożyć dyplomu w wyznaczonym czasie. Na dwa dni przed ostatecznym dedlajnem złożyłam podanie o przesunięcie wyroku, tak więc jeszcze przez dwa tygodnie z małym hakiem moje myśli będą kłębiły się wokół warunków technicznych, przepisów pożarowych i dobrych kolorów na elewacji. Ale widocznie tak musiało być.

Na koniec najciekawsze. I chyba najważniejsze. Bo koniec studiów to moment, kiedy trzeba podjąć jakąś decyzję o tym co dalej. Postanowiłam, że na razie zostaję w Gdańsku. Szok i niedowierzanie. Jutro przeprowadzam się do miejsca, które znam i będę mieszkać z najlepszymi ludźmi, o których mogłabym prosić. A już od poniedziałku zaczynam zupełnie nową i trochę niespodziewaną przygodę - nowe studia. Zdecydowałam się na drugi stopień historii sztuki i mam nadzieję, że wyboru nie pożałuję.

Czy pokuszę się o podsumowanie? No jasne. Wrzesień nie był zły. Nie mogę zdecydowanie powiedzieć, że był dobry, bo zbyt dużo czasu spędziłam gapiąc się w ekran monitora i roztrząsając drobne smuteczki, zamiast skupić się na zwyczajnym cieszeniu się życiem. Jednak cieszę się, że w końcu udało mi się uspokoić. Długi to był proces i bolesny, jednak cudownie jest budzić się rano i nie musieć tłumić bolesnej myśli o tym co dalej. Naprawdę, wspaniale jest odżyć.

3 komentarze:

  1. Architektura i historia sztuki, czyli wszystko to czego nie umiem :D miałaś intensywny miesiąc, aż mi głupio gdy patrzę na swój wrzesień ...

    OdpowiedzUsuń
  2. esc, pozostaje mi życzyć Tobie powodzenia na nowych studiach! chociaż w sumie to jestem zdziwiona xd tak z własnej woli uczyć się przez kolejne lata... ale mam nadzieję, że będziesz się uczyć o tym, co lubisz, że się nie zawiedziesz, no i że przetrwasz te studia bez spiny.
    gratuluję zdanej poprawki! haha, Ikea, ja jeszcze w tej bydgoskiej nie byłam. ale w Ikei i tak najbardziej lubię hot-dogi. to tak a propo (nie)zdrowego żywienia. do mnie przyjechali niedawno dziadkowie. przywieźli cały samochód słodyczy...

    OdpowiedzUsuń
  3. będzie dobrze trzymamy kciuki by wszystko się udało:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)