20151104

co udało mi się w październiku

Gdyby nie Martyna zapomniałabym, że od stycznia uskuteczniam comiesięczne podsumowania własnego życia. Fakt, ostatnio nie grzeszę ogarnięciem, zbyt dużo rzeczy dzieje się na raz. Ale skoro już mi się przypomniało - do rzeczy. Bo nie mam zbyt wiele czasu.

Przede wszystkim - nowe studia. To już miesiąc, i choć nadal często czuję się na uniwerku jak przybysz z obcej planety, to mogę powiedzieć, że mi się podoba. Ilość tekstów, które będę musiała napisać dosyć mocno mnie przeraża, ale kiedy nie będę musiała dzielić swojej głowy na dwie uczelnie powinno się udać.

Co ze starymi studiami? Dyplom złożony! I choć nie oznacza to, że jest skończony i gotowy czeka na obronę, to jednak jakiś sukces na swoim koncie już mam. Kolejny szczebel na drabinie wiodącej mnie do magisterki osiągnę już w poniedziałek. I to jest główna przyczyna mojego kompletnego nieogarnięcia. Bo powiedzieć, że mam dużo pracy, to jak nic nie powiedzieć. A czasu zostało dramatycznie mało.

Poza tym - przeprowadziłam się. Codziennie widzę znajomych i ich futrzastego psa, mam miniaturowy, ale niesamowicie przytulny pokój i 30 minut spacerem do morza. Po pięciu latach kompletnych mieszkaniowych katastrof w końcu jest dobrze.

Rzecz najważniejsza? Ostatniego dnia października wsiadłam do samolotu, by spełnić swoje dziecięce marzenie. Odleciałam do Finlandii. Na krótko i mało intensywnie, ale wystarczająco. Ale o tym w podsumowaniu listopada, ewentualnie w osobnym poście.

Próbuję przypomnieć sobie inne dobre rzeczy, które mi się przytrafiły, ale trafiam na ścianę. Nie chodzi jednak o to, że działo się źle - wprost przeciwnie. W dalszym ciągu jestem na fali wznoszącej, która nadal załamując się spada jeszcze niżej niż dno, ale robi to coraz rzadziej. Ale nie przypominam sobie zbyt wiele, bo właściwie nie robię nic poza siedzeniem przed komputerem i walką z sami wiecie czym. Jestem trochę przemęczona w związku z tym głupim dyplomem, ale zmiana otoczenia, zarówno mieszkaniowego jak i uczelnianego, wychodzi mi na dobre. Mam nadzieję, że w listopadzie nadal będzie szło mi dobrze. I że w końcu znajdę czas na te wszystkie nieprzeczytane książki i nienarysowane mazaje, bo naprawdę zatęskniłam.

3 komentarze:

  1. 30 minut do morza!!! jako człowiek ze smogowego południa zazdroszczę co nie miara <3 Morze <3 aż się rozmarzyłam ... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słysząc o smogu przypomniało mi się, jak prawie przeniosłam się do Krakowa. i jakoś tak mi już nie jest szkoda :D

      Usuń
  2. Chciałabym odwiedzić Skandynawię, tam jest tak pięknie ;) Mieszkasz w Gdańsku? Przepiękne miasto :)

    Co do gimnazjów - też mi się wydaje, że wyda się znowu mnóstwo kasy, a za 4 lata przyjdzie kolejny rząd i rzuci, że wracamy do gimnazjów i tak to będzie, a nie tu leży problem ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)