20151224

wesołych świąt!

Podobno przepis na dobro to po prostu miłość. Do rodziny, sąsiada i, tak po prostu, drugiego człowieka. Z okazji Świąt i tego, że świat może stać się trochę lepszy, życzę Wam dobra właśnie. Tego zamkniętego w mniejszych i większych gestach, w słowach, w świątecznych piernikach i w karpiu. Bo dobro i miłość podobno są... all around. Buziaki!

No i coroczny świąteczny klasyk, tym razem w wydaniu gwiazdorsko-telewizyjnym ☺


20151215

urywki #4

Warto dowiedzieć się, czy może lepiej byłoby napisać (nawet jeśli nie jest to do końca prawda) - warto przypomnieć sobie, jak bardzo bezpodstawne jest posiadanie kompleksów na czyimś punkcie. Nie myślałam, że nie bycie gorszym niż ktoś inny może poprawić nastrój aż do tego stopnia. Bardzo to nieładne podnosić sobie samoocenę kosztem innych, ale to, jak czasem nasze wyobrażenia potrafią wciągnąć w najciemniejszą otchłań rozpaczy, chyba mnie usprawiedliwia.


Nie mówiąc komuś prosto w twarz, że jest żałosnym debilem i zachował się jak niedojrzały dzieciak, nie jestem nieszczera. Nie czyni to ze mnie zakłamanej małpy. Jestem dyplomatyczna. Należy dodać tylko, że sytuacja taka dotyczy współlokatorów z piekła rodem, z którymi znajomość ma datę ważności. Jeszcze miesiąc i wszyscy powiedzą sobie jak miło było z tobą mieszkać i rozejdą się w różne strony. Swoją drogą, jakie to wspaniałe, że w końcu nie jest to mój problem.


Mój wymarzony zawód zmienia się z dnia na dzień. Drimdżob na dziś: człowiek z ekipy BuzzFeeda.


Na dzień przed obroną siedziałam w domu i próbowałam zdecydować, co wypadałoby o moim projekcie powiedzieć. Niestety nie było mi dane skupić się na pracy, bo kot, bo ciasto, bo kawa. Praca w domu nigdy nie jest prosta, nie wiem jakim cudem ludzie mogą mieszkać z rodzicami będąc na studiach. (Choć i tak trochę im zazdroszczę.)


Wróciłam do Duolingo. Je mange une orange i te rzeczy. Znów zmuszam się do robienia rzeczy, które kiedyś sprawiały mi przyjemność (nauka - tak bardzo ja). I znów tęsknię za sobą w tym lepszym wydaniu. Tym, które miało siłę się malować, chodzić w spódnicach i rozmawiać z ludźmi. I tym, które popychało mnie ciągle do przodu wierząc w potęgę ciężkiej pracy i marzeń. Jakkolwiek banalnie ot nie brzmi.


ostatnio tak robię, tylko z herbatą. i te rapsy moje chyba mało gangsterskie są... [obrazek]

20151204

co udało mi się w listopadzie

Listopad był dziwnym miesiącem.

W ciągu trzydziestu dni zdążyłam przejść przez okres dramatycznie niehigienicznego stylu życia, wypić największą ilość kawy w życiu, wydać miliony monet na wydruki i w końcu oddać dyplom.

Udało mi się przejechać o wiele za dużo kilometrów i w ciągu zaledwie pięciu dni być w Gdańsku, Warszawie, Toruniu i we Włocławku. A zakończenie wojaży przypadło na dzień przed jednym z bardziej rozczarowujących i jednocześnie wyzwalających momentów w roku. Poza tym - wywiało mnie do Finlandii. Spełnione marzenie z dzieciństwa i znów rozczarowanie. Ale przynajmniej udało mi się zobaczyć niebieski domek Muminków oraz zapasy muminkowych ciastek, lizaków, herbat, pocztówek i podobnych gadżetów. 

Z rzeczy małych i jeszcze mniejszych. Po raz pierwszy w życiu udało mi się wymyślić prezenty świąteczne już w listopadzie. Nadal udaje mi się studiować. No i w końcu mam czas na czytanie Muminków.

No właśnie. Rzeczy ważne, ale najważniejsze: w listopadzie udało mi się obronić. Od prawie dwóch tygodni jestem magistrem inżynierem architektem, co brzmi długo, poważnie i odpowiedzialnie, a prawda, oczywiście, jest zupełnie inna. Jednak mówimy o sukcesach, więc może postawmy kropkę w miejscu, gdzie kończę politechnikę i zaczynam nowe życie.

W związku z nowym życiem, w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań i nieśmiałych pomysłów, które zaczynają się w miejscu myślenia o sprzedaniu biletu na Florę, a kończą razem z blogowymi rewolucjami. Zbyt dużo pytań i kompletny brak odpowiedzi. Może grudzień zmieni w tej kwestii cokolwiek.