20151204

co udało mi się w listopadzie

Listopad był dziwnym miesiącem.

W ciągu trzydziestu dni zdążyłam przejść przez okres dramatycznie niehigienicznego stylu życia, wypić największą ilość kawy w życiu, wydać miliony monet na wydruki i w końcu oddać dyplom.

Udało mi się przejechać o wiele za dużo kilometrów i w ciągu zaledwie pięciu dni być w Gdańsku, Warszawie, Toruniu i we Włocławku. A zakończenie wojaży przypadło na dzień przed jednym z bardziej rozczarowujących i jednocześnie wyzwalających momentów w roku. Poza tym - wywiało mnie do Finlandii. Spełnione marzenie z dzieciństwa i znów rozczarowanie. Ale przynajmniej udało mi się zobaczyć niebieski domek Muminków oraz zapasy muminkowych ciastek, lizaków, herbat, pocztówek i podobnych gadżetów. 

Z rzeczy małych i jeszcze mniejszych. Po raz pierwszy w życiu udało mi się wymyślić prezenty świąteczne już w listopadzie. Nadal udaje mi się studiować. No i w końcu mam czas na czytanie Muminków.

No właśnie. Rzeczy ważne, ale najważniejsze: w listopadzie udało mi się obronić. Od prawie dwóch tygodni jestem magistrem inżynierem architektem, co brzmi długo, poważnie i odpowiedzialnie, a prawda, oczywiście, jest zupełnie inna. Jednak mówimy o sukcesach, więc może postawmy kropkę w miejscu, gdzie kończę politechnikę i zaczynam nowe życie.

W związku z nowym życiem, w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań i nieśmiałych pomysłów, które zaczynają się w miejscu myślenia o sprzedaniu biletu na Florę, a kończą razem z blogowymi rewolucjami. Zbyt dużo pytań i kompletny brak odpowiedzi. Może grudzień zmieni w tej kwestii cokolwiek.

1 komentarz:

  1. Zazdroszczę tej Finlandii! <3 Coraz bardziej pociąga mnie ta zimna, ciemna północna Finlandia, domki Mikołaja i w ogóle. Gratuluję obrony! Tytuł faktycznie brzmi dumnie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)