20160102

co udało mi się w grudniu

Wystroiłam się w nową kieckę i kicam po mieszkaniu. Czas więc podsumować ostatni miesiąc.

Grudzień to przede wszystkim przemieszczanie się. Znów. Miesiąc przywitałam w Gdańsku, ale już kilka dni później byłam w domu. Później znów morze, ale tylko po to, żeby na jeden dzień wyjechać do Łodzi. Znów chwila w Gdańsku, następnie Wło, dzień później Warszawa i ponownie dom i ponownie Gdańsk, gdzie zakończyłam miesiąc. Przy okazji Chemik, relacji Katowice-Gdynia, stał się moim nowym ulubionym połączeniem kolejowym.

Skoro już jesteśmy przy podróżach i padło słowo o Łodzi. Widziałam Florence, płakałam tylko pół godziny (z radości, żeby nie było) i to był naprawdę przepiękny koncert.

Udało mi się też uniknąć prezentowej gorączki na ostatnią chwilę. Nadwyżki czasowe zainwestowałam w poszukiwania i myślę, że dobrze mi to wszystko wyszło. Wszyscy obdarowani wydawali się szczęśliwi. Za to z prezentów która ja dostałam, można wyciągnąć ciekawe wnioski. Moje święta wyglądały jak Muminki, pluszowa świnka, Złomek, Minionek  i paletka do makijażu w kształcie kota. Jeżeli tak ma wyglądać dorosłość, to może i faktycznie chciałam jej aż od podstawówki. Ale może uściślijmy. Dostałam też rzeczy potrzebne i dorosłe. A w ogóle to mata do ćwiczeń i tak wygrała wszystko.

Właściwie to nie wiem, czy wydarzyło się coś jeszcze. Odpoczęłam, pojadłam i przeżyłam trzy wigilie i jedną "rodzinną" imprezę sylwestrową, która jak na fakt, skończyła się zaskakująco szybko, była najlepszą tego typu domówką od naprawdę długiego czasu.

Ach, najważniejsze. Postanowiłam się ogarnąć. Gdzieś między Świętami, a Nowym Rokiem dotarło do mnie, jak  bardzo zmęczona jestem sama sobą i że potrzebuję zmian. Akurat nowy rok nada się na tego typu akcje, prawda?


1 komentarz:

  1. zmiany są dobre, jeśli sami do nich dojrzejemy. życzę owocnej realizacji :)
    Florence ♥

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)