20160208

urywki #5

Chłopak przeprowadził się do Warszawy. Praca, rozwój, opuszczenie komfort zony. Prędzej czy później wszyscy się tam przeprowadzimy. Jeden z pierwszych komentarzy na fejsie: pewnie żony szukasz w stolycy. Bo po pierwsze: musi być małżeństwo.

Przeczytałam 13 pięter. Nigdy tak bardzo nie chciałam żeby jakaś książka już się skończyła. Wszystko przez głupie postanowienie, że przeczytam wszystko to, co czytać zaczęłam, bo stos książek zaczętych przebił dziesiątkę. Więc doczytałam. Nie miałam ochoty płakać, chciałam za to biec przed siebie, uciec, zniknąć. Wersją bardziej prawdopodobną wydało mi się jednak zwymiotowanie całej dramatycznej wiedzy, którą przyswoiłam, jednak i to nie doszło do skutku. Było mi najgorzej. Bo po drugie: musi być kredyt.

Szczęśliwie w ostatnim tygodniu nie padło ani jedno pytanie o to, kiedy prawnuki. Było miło, rodzinnie i spokojnie. Odwiedziłam przeszłość i przyszłość w jednym, po raz kolejny przekonałam się, że choć rodziny się nie wybiera, to dobrze jest, kiedy zostaje wybrana. By spędzać z nią czas, wspominać i uczyć się siebie. Czasem jednak padnie niewygodne pytanie, bo po trzecie: muszą być dzieci.

Przeraża mnie świat, który mnie otacza. Trzy filary dorosłości, z których żaden mnie nie dotyczy i nie wyobrażam sobie, żeby kiedykolwiek mnie dopadł. Choć kiedykolwiek to może i nie jest najlepsze słowo. Zamieńmy je więc na w najbliższym czasie i zadajmy pytanie. Dlaczego nikt nie kojarzy dorosłości z byciem po prostu dobrym człowiekiem. A może mieszamy tu jakieś pojęcia.

____________________________________________________________________


Mam straszny mętlik w głowie. Tydzień w oderwaniu od rzeczywistości okupiłam twardym powrotem do świata mediów społecznościowych. Wow, odkryłam Amerykę, zauważyłam udawany blichtr i nadęcie.

Dobrze mi było samej ze sobą. To nowość, ale nie porównuj się powtarzane jak mantra w końcu zaczęło działać. Pokochałam jogę i całe to wsłuchiwanie się we własne ciało. Świadome oddychanie i skłony dokładnie takie, na jakie pozwala mi dziś nastrój. Pół roku temu wyrzucałam z siebie, że nie oczekuję jakiejkolwiek pomocy, bo moje życie wymaga mojej własnej interwencji. Tylko sześć miesięcy ta wypowiedziana mądrość wędrowała po zwojach mojego mózgu, żeby w końcu dotrzeć do miejsca, które tak naprawdę rozumie to co powiedziałam.

A luty to podobno najlepszy czas na zmiany. Niezastąpiona Grażyna Dobroń radzi zrzucić wtedy zbędne zimowe kilogramy i przygotować się na wiosnę. Ale nadprogramowe tony myśli też można chyba wtedy wyrzucić.

____________________________________________________________________


Nie wiem czego chcę. To chyba największy problem. I chyba najstarszy.

4 komentarze:

  1. Ja trochę obawiam się tej dorosłości, gdy patrzę na nią przez ten pryzmat "kredytu, małżeństwa i dzieci". Dla mnie to jest przerażające, jakby taka osoba była całkowicie wyprana ze swoich kolorów, wyblakła. Uważam, że dorosłość nie oznacza zaciągania kredytów, tylko bycie osobą rozsądną i dojrzałą, możliwość spełniania marzeń, a nie stawanie się cieniem swojej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie przeraża pożyczenie stówki od siostry, a co dopiero kredyt na 30 lat w banku. masakra.

    Mało we mnie wiary, co do tego, że porządek, w którym żyjemy będzie aktualny za 20 lat. A nawet 10. Nie mam zaufania do przyszłości, bo za dobrze znam historię, by spać spokojnie i myśleć że zawsze będę budzić się w tym samym państwie. Dlatego nie dla mnie wieloletnie plany na przyszłośc.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie rozumiem nadal stwierdzenia, że dziewczyna około trzydziestki to już musi mieć męża i dzieci najlepiej też. Inaczej jest wytykana jako stara panna. Na przykład ostatnio ktoś z mojej najbliższej rodziny zapytał mi się, czy nie jest mi żal, że we wrześniu moja o rok młodsza kuzynka będzie miała ślub. Nie,nie jest mi żal. Kiedyś (jeszcze tak dwa lata do tyłu,kiedy mój staż związku zbliżał się do trzech lat razem) byłoby mi smutno i żal, bo sama wyobrażałam sobie taką przyszłość - studia, magisterka, ślub i dzieci. Potem priorytety mi się zmieniły, zaczęłam zadawać sobie podstawowe pytania, zwracać uwagę na to, co ja chcę, a nie inni,dwa lata później związek się rozpadł, i teraz nie jest mi żal i cieszę się, że to kuzynka,a nie ja. Bo ja mam teraz inne priorytety, inne rzeczy są dla mnie najważniejsze i wiem,że ten rok będzie przełomowy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mam ostatnio trochę tak też, zagubienie, niepewność. ale musimy się ogarnąć i będzie dobrze.
    ale dorosłość jest straszna, indeed. :(
    mnie dziadek pyta kiedy wezmę ślub.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze, każdy kolejny cieszy mnie niezmiernie! Z tej niepohamowanej radości staram się na wszystkie odpowiadać :)